[VIDEO] Przed śmiercią Jan Ferenc ujawnił afery w Diecezji Zamojsko-Lubaczowskiej. Krzysztof Rutkowski: Trzeba wyjaśnić szczegółowo przyczyny jego zgonu!
Jan Ferenc został ponoć odnaleziony martwy w swoim domu we wsi Mołodiatycze w Województwie Lubelskim pod koniec stycznia 2020 r. Wokół jego zgonu narasta coraz więcej domysłów. Czy bał się przekazać Prokuraturze Rejonowej w Hrubieszowie prawdę o Parafii w Trzeszczanach i aferach w Diecezji Zamojsko-Lubaczowskiej?
Jan Ferenc udzielił dwóch wywiadów naszej stacji Telewizja.Patriot24.net. Zapowiadał, że upublicznione przed kamerą wstrząsające fakty przedłoży w Prokuraturze Rejonowej w Hrubieszowie.
Nie zdążył.
Jego zwłoki zostały odnalezione w jego domu na uboczu wsi Mołodiatycze. Wśród okolicznych mieszkańców krążą sprzeczne informacje na temat okoliczności jego śmierci.
Mówi się, że przeczyną jego śmierci było uduszenie. Ponoć w domu był bałagan.
- Ta sprawa dotycząca problemów w parafii w Trzeszczanach staje się coraz bardziej zagadkowa. W świetle informacji przedstawionych przez Śp. Jana Ferenca Prokuratura Okręgowa w Zamościu pod nadzorem Prokuratury Regionalnej w Lublinie powinna szczegółówo zbadać sprawę jego śmierci. A szczególnie kto i z jakich powodów odwiedzał go w ostatnich miesiącach w jego domu na skraju wsi Mołodiatycze - przekazuje Krzysztof Rutkowski, który podczas konferencji prasowej w Zamościu 2-krotnie nagłaśniał problemy związane ze sprawę Diecezji Zamojsko-Lubaczowskiej.
Przypomnijmy, że Prokuratura Generalna przekazała poprzez Prokuraturę Krajową, by Prokuratura Regionalne w Lublinie zbadała szczgółowo sprawę cmentarnych śmieci, które miały być zwiezione i zakopane na terenie probostwa w Trzeszczanach w lecie 2014 roku.
O sprawie powiadamiamy też Nuncjusza Apostolskiego w Polsce, prosząc o pomoc wyjaśnieniu wszystkich ubublicznionych nieprawidłowości. Bo Biskup Marian Rojek pozostaje głuchy na wszelkie zgłaszane problemy.
Przez wiele miesięcy Biuro Rutkowski, Telewizja Patriot24.net i NaszaWielkopolska.pl śledziły dramatyczną walkę pani Adrianny o odzyskanie córki uprowadzonej przez ojca wbrew sądowym nakazom. W tym czasie dziadkowie dziewczynki podejmowali różne formy protestu – pikiety pod sądem, apele pod Sejmem i kilkukrotne głodówki dziadka, który, choć czasem je przerywał, nigdy nie tracił nadziei na powrót wnuczki do matki. Jednym z najbardziej bolesnych momentów były urodziny, które dziewczynka mogła spędzić z mamą jedynie przez ekran telefonu.
Przez wiele miesięcy Biuro Rutkowski, Telewizja Patriot24.net i NaszaWielkopolska.pl śledziły dramatyczną walkę pani Adrianny o odzyskanie córki uprowadzonej przez ojca wbrew sądowym nakazom. W tym czasie dziadkowie dziewczynki podejmowali różne formy protestu – pikiety pod sądem, apele pod Sejmem i kilkukrotne głodówki dziadka, który, choć czasem je przerywał, nigdy nie tracił nadziei na powrót wnuczki do matki. Jednym z najbardziej bolesnych momentów były urodziny, które dziewczynka mogła spędzić z mamą jedynie przez ekran telefonu.
Przez wiele miesięcy Biuro Rutkowski, Telewizja Patriot24.net i NaszaWielkopolska.pl śledziły dramatyczną walkę pani Adrianny o odzyskanie córki uprowadzonej przez ojca wbrew sądowym nakazom. W tym czasie dziadkowie dziewczynki podejmowali różne formy protestu – pikiety pod sądem, apele pod Sejmem i kilkukrotne głodówki dziadka, który, choć czasem je przerywał, nigdy nie tracił nadziei na powrót wnuczki do matki. Jednym z najbardziej bolesnych momentów były urodziny, które dziewczynka mogła spędzić z mamą jedynie przez ekran telefonu.
Czy w Polsce można zostać poważnie rannym podczas policyjnej interwencji za brak świateł i pasów? Tak twierdzi Pan Marcin , który po próbie zatrzymania przez policjantów z Łęcznej trafił do szpitala z wieloodłamowym złamaniem nogi. Mężczyzna był trzeźwy, co potwierdza wynik badania alkomatem. Twierdzi, że został pobity już po zatrzymaniu, a świadkiem całej sytuacji był jego syn. Sprawa została zgłoszona do Biura Spraw Wewnętrznych Policji w Lublinie. Dokumentacja lekarska nie pozostawia wątpliwości – urazy są poważne.
Czy w Polsce można zostać poważnie rannym podczas policyjnej interwencji za brak świateł i pasów? Tak twierdzi Pan Marcin , który po próbie zatrzymania przez policjantów z Łęcznej trafił do szpitala z wieloodłamowym złamaniem nogi. Mężczyzna był trzeźwy, co potwierdza wynik badania alkomatem. Twierdzi, że został pobity już po zatrzymaniu, a świadkiem całej sytuacji był jego syn. Sprawa została zgłoszona do Biura Spraw Wewnętrznych Policji w Lublinie. Dokumentacja lekarska nie pozostawia wątpliwości – urazy są poważne.
Czy w Polsce można zostać poważnie rannym podczas policyjnej interwencji za brak świateł i pasów? Tak twierdzi Pan Marcin , który po próbie zatrzymania przez policjantów z Łęcznej trafił do szpitala z wieloodłamowym złamaniem nogi. Mężczyzna był trzeźwy, co potwierdza wynik badania alkomatem. Twierdzi, że został pobity już po zatrzymaniu, a świadkiem całej sytuacji był jego syn. Sprawa została zgłoszona do Biura Spraw Wewnętrznych Policji w Lublinie. Dokumentacja lekarska nie pozostawia wątpliwości – urazy są poważne.
Prokuratura Rejonowa w Wysokiem Mazowieckiem prowadzi postępowanie w sprawie, w której konflikt między dwoma mężczyznami z sektora prac ziemnych przybrał zaskakujący obrót. Jeden z nich – legalnie działający przedsiębiorca, dysponujący kompletem dokumentacji, umów i potwierdzeń płatności – został objęty dochodzeniem, mimo iż druga strona nie przedstawiła żadnych formalnych dowodów, a jedynie relacje świadków ze swojego bliskiego otoczenia.
Sąd Rejonowy w Jaworznie odrzucił wniosek prokuratury o umorzenie sprawy z oskarżenia miejscowej policji ze względu na „chorobę psychiczną” oskarżonej. Czy policja przyzna się do fatalnie przeprowadzonej interwencji i możliwego mataczenia jednego z funkcjonariuszy? Czy prokuratura wycofała akt oskarżenia i zakończy tę sądową farsę?
Sąd Rejonowy w Jaworznie odrzucił wniosek prokuratury o umorzenie sprawy z oskarżenia miejscowej policji ze względu na „chorobę psychiczną” oskarżonej. Czy policja przyzna się do fatalnie przeprowadzonej interwencji i możliwego mataczenia jednego z funkcjonariuszy? Czy prokuratura wycofała akt oskarżenia i zakończy tę sądową farsę?
Sąd Rejonowy w Jaworznie odrzucił wniosek prokuratury o umorzenie sprawy z oskarżenia miejscowej policji ze względu na „chorobę psychiczną” oskarżonej. Czy policja przyzna się do fatalnie przeprowadzonej interwencji i możliwego mataczenia jednego z funkcjonariuszy? Czy prokuratura wycofała akt oskarżenia i zakończy tę sądową farsę?